Przy wejściu na prom poznałam Nataszę – rezolutną, wiecznie gadającą, wesołą dziewczynę. Od razu postanowiłyśmy wspólnie znaleźć hostel. Zaskoczyła mnie swoją otwartością, serdecznością i szaleństwem w oku. Jak się szybko okazało były to tylko pozory. Na promie poznałam również Korin i Felicity – dwie, młodziutkie dziewczyny z UK. Postanowiłyśmy spotkać się po południu na lunch.
Wspólne spotkanie wypadło znakomicie. Postanowiłyśmy zmienić nieco nasze plany i ruszyć razem do Nungwi – bajecznej plaży na północy Zanzibaru. Natasza, ja i niejaka Jo (na której przyjazd czekałyśmy) wraz z Korin i Felice. Plan był taki, że dziewczyny z Anglii zamieszkają razem, a ja z pozostałymi dziewczynami w pokoju trzyosobowym. Niejaka Jo rozmyśliła się jednak i zmieniwszy zdanie „wyrzuciły mnie” ze swojego dwuosobowego pokoju. Nie przejęłam się tym specjalnie, bo od 2 miesięcy podróżowałam samotnie i naprawdę nie potrzebuję nikogo, a w szczególności o takim beznadziejnym nastawieniu do sprawy. Jednak moje angielskie koleżanki powiedziały, że chyba oszalałam, chcąc przenieść się do „jedynki” i że koniecznie muszę zostać z nimi. Byłam zaskoczona, gdyż w tej sytuacji, dziewczyny były zmuszone do dzielenia się jednym łóżkiem, ale prawdę mówiąc niespecjalnie im to przeszkadzało.
Spędziłyśmy razem około 10 dni, które zaliczam do jednych z lepszych w Afryce. Dziewczyny okazały się niesamowicie ciepłe, otwarte, rodzinne i zabawne. Wygłupiałyśmy się codziennie. W międzyczasie poznałam wielu backpackerów i lokalnych przyjaciół i szybko stałam się tą, która sprowadza wszystkich do domu. Dzięki temu, wszyscy staliśmy się jedną wielką rodziną. Z psami i kotami oczywiście. A Natasza? Jakoś automatycznie odseparowała się, ulotniła, przymknęła i zniknęła. Nie płakałam
Pewnego ulewnego dnia pojechałyśmy do Stone Town. Postanowiłyśmy spędzić ten dzień inaczej – pójść na dobrego drinka, drobne zakupy – tak po babsku, we trzy. Los, przeznaczenie lub cokolwiek innego sprawił, że spotkałam na ulicy Ewę – koleżankę z Poznania. Pracowałyśmy razem w jednej firmie, po czym Ewa wyjechała na Zanzibar. Prawdę mówiąc przyjechałam tam, by się z nią spotkać, ale nie odpowiedziała na mojego maila. Okazało się, że zanzibarski Internet po prostu nie uciąga wirtualnej polski o czym szybko się przekonałam. W każdym razie wpadłam na Ewę niespodziewanie na ulicy. Przywitałyśmy się serdecznie, pogadałyśmy i umówiłyśmy się na jutro.
Spotkanie wypadło znakomicie. Było jak dawniej. Długie rozmowy, zabawne sytuacje, rodzinne problemy. Bardzo żałowałam, że nie mogłam zostać dłużej. Ewa daje mi niesamowitą energię. Każde słowo, które z nią wymieniam, chłonę, połykam i nigdy nie wypuszczam na zewnątrz. Staram się pamiętać każdą poradę, każdy gest, śmiech, grymas – wszystko to jest bardzo cenne. Nastąpiła w nas przemiana – trafiłyśmy na siebie ponownie w okresie wielkich i mniejszych przemian życiowych. I jeśli o mnie chodzi znowu znalazłyśmy gruby sznur porozumienia. Jestem z niej niezwykle dumna, jest moją podporą duchową. Przykro mi było ją zostawiać. Mam nadzieję, że uda mi się ją odwiedzić w przyszłym roku.

Stone Town

Nungwi

Ewa, Kajtek i ja

Piękna noc

Tak się poznaje masajskich chłopców

Tak było każdego ranka
Najnowsze komentarze